sobota, 6 sierpnia 2011

Gitarzysta Flamenco

Ze cztery lata temu byłem służbowo w Barcelonie.
Wyjazd służbowy ma to do siebie że nie ma kiedy zobaczyć miasta.
Choć i tak było nieźle bo miałem pokój w hotelu NH z tarasem
i pięknym widokiem na wzgórza nad miastem..
Ostatniego dnia poprosiłem na recepcji o mapkę
oraz zaznaczenie trzech miejsc które musze zobaczyć w Barcelonie.
Miła kobieta w recepcji zaznaczyła mi:
Park Güell
Sagrada Familia
Starówka
Wszystko to zobaczyłem w cztery godziny.
Potem miałem samolot do Warszawy.
Poniższe zdjęcie zrobiłem w Parku Güell.
Cudowne miejsce.



PS. Dziękuję wszystkim którzy zagłosowali na Pawlacz w konkursie Świata Obrazu :)

piątek, 5 sierpnia 2011

Dwie przyjaciółki i jeszcze coś

Scenka złapana na ulicy, nocą.
Dwie kobiety rozmawiają o…
No właśnie, historie można sobie dopowiedzieć samemu.
Łażenie nocą po Paryżu było niezłym doświadczeniem.
Pamiętam że po powrocie do domu jeszcze raz obejrzałem
 „Le Fabuleux destin d'Amélie Poulain”
Czyli Amelię i…
…okazało się że Paryż w oryginale był kompletnie inny.



Znalazłem jeszcze jedno zdjęcie.
Pomyślałem że mógłbym dac jakiś rozwlekły tytuł w stylu:
„Dziewczyna Handlująca Wisiorkami i Dewocjonaliami w Katedrze Notre Dame”


OK, to jeszce wnetrze katedry Notre Dame :)
 

ps. grzebanie po dyskach żeby umieścić coś w pawlaczu czasami przynosi interesujące znaleziska.
  W przypadku zdjęć z Paryża, niestety prawda jest taka, że oryginalne pliki
leżą na popsutym twardym dysku i mogę się posiłkować,
jedynie już kiedyś przerobionymi zdjęciami, niedobitkami które umieściłem gdzieś w necie.
To było pięć lat temu, dziś przygotowałbym te zdjęcia inaczej.
Cóż może kiedyś naprawie dysk.
Między innymi po to założyłem Pawlacza, by mieć backup.

środa, 3 sierpnia 2011

Współpraca fotograficzna z synem

Po pierwsze pomyślałem że czas na odrobinę koloru.
Po drugie poniższe zdjęcie jest wynikiem zabawy z moim dziewięcioletnim synem.
Taka zabawa to moim zdaniem naprawdę ciekawa wprawka
do rozmowy o tym jak działa aparat i co to jest fotografia.
Młodzieniec wymachiwał latarką, ja tylko ustaliłem kadr i wyzwoliłem migawkę.
 W pewnym sensie nie mogę więc powiedzieć że jestem jedynym autorem tego zdjęcia :)
Myślę że jesienią jak zacznie się szybko robić ciemno trzeba będzie wrócić do tego pomysłu.
Fajne jest to ze do takich zdjęć wystarczy…
…jakikolwiek aparat z długimi czasami naświetlania, statyw… i już :)
Czas naświetlania przy tej fotce wynosił 30s.

 fot. Rafał i Leszek Wylegała


Kamienie, po prostu.

Sharon Stone, po polsku szary kamień :), choć w rzeczywistości był czerwonawy.
Siedziałem sobie przez chwilkę, w maju, na plaży nad Zatoka Ryską.
Morze było gładkie niemal jak lustro.
W wielu miejscach z wody wystawały głazy.
Bezruch powietrza i bezruch wody skojarzył mi się
ze słynnym Stone Garden w świątyni Ryōan-ji.
Miałem ochotę już tak tam zostać i podobnie jak mnisi w Japonii
patrzeć na kamienie i zastanawiać się nad sensem.
Sensem czego?
No właśnie, może tego czy warto sfotografować te kamienie :)
Wróciłem ostatnio z sentymentu do lektury
kultowej książki Feiningera „Nauka o fotografii”
Przeczytałem w niej że:
„Pierwszym warunkiem wszelkiego powodzenia
jest interesowanie się fotografa motywem swego zdjęcia”

W sumie to naprawdę mądre zdanie.
Chyba kluczowe dla zrozumienia własnego stosunku do fotografii.
Poniżej mała podróż znad Zatoki Ryskiej w rejon Pacyfiku.






Luwr

W pewnym nawiązaniu do poprzedniego postu jeszcze jedno zdjęcie Luwru.
To jest jedna sprawa, druga to nowy baner który pojawił się na moim blogu.
Jeżeli podaba CI się to miejsce w sieci zagłosuj!
:)

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Od Harrego do Kodu...

Byłem ostatnio w kinie,
i to nie na jakimś nowym czarno-białym filmie islandzko estońskim
tylko po prostu na ostatnim Harrym Potterze.
Naprawdę ostatnim.
Lubię tę historię, czytałem kilka książek z tej serii,
słuchałem audiobooków. Oglądałem wszystkie poprzednie filmy.
Tak, tak, to nie był jednorazowy wyskok :)
Gdy na sali po filmie zapaliły się światła pomyślałem,
że między innymi po to wymyślono kino by mamić, tumanić i przenosić w inne światy.
Przez poprzednie dwie godziny wcale nie byłem w Poznaniu,
byłem w Hogwarcie i paru innych miejscach.
Chciałem powiedzieć że podróżowałem przy pomocy Świstokliku,
ale nie wszyscy wiedzą o co chodzi :)
Ok, to nie ma nic wspólnego z fotografią. No prawie nie ma nic wspólnego.
Lubię tę historię bo pozwala dorosłym patrzeć na świat inaczej.
Być może ten kot, na którego patrzę, nie jest zwykłym dachowcem a po prostu czarodziejem,
a za tym starym murem jest coś jakby ulica Pokątna?
Krótko mówiąc otwierajcie szerzej oczy bo może świat nie jest wcale taki jakim go widzimy.
Na KKMie była niedawno ciekawa dyskusja o „czytaniu” fotografii.
Rozwinęłą się w ogólną rozmowę o możliwościa percepcji fotografii i w ogóle sztuki
Zasadniczo wykrystalizowały się dwie opcje, ogólnie rzecz ujmując:
- ważne jest serce, emocje, empatia, to wystarczy by podziwiać sztukę,
    wiedza jest mniej ważna.

- warto uczyć się „czytania” fotografii bo taka wiedza umożliwia
    lepsze zrozumienie fotografii i intencji autora.

Przypadkiem zostało zderzone „szkiełko i oko” z sercem i uczuciem.
Wydaje mi sie ze jest to podział sztuczny, jedno przecież nie przeszkadza drugiemu.
Znając „tło” powstania zdjęcia, wiedząc więcej o autorze
możemy lepiej odebrać i zrozumieć jego prace.
Jak wiadomo nie wszystko jest takie jakim się wydaje być.
Tak czy inaczej dyskusja była ciekawa.

Zacząłem od Harrego, a skończę na innym filmie o ukrytych znaczeniach.
Poniższe zdjęcia zrobiłem pięć lat temu, w ciągu dnia byłem zajęty służbowo,
nocą oddawałem się wędrówkom po tym niezwykłym mieście.
To takie małe nawiązanie do Kodu Leonarda i nie chodzi Tu o Leonarda Karpiłowskiego :)




ps.
Leonardzie K, gdybyś tu kiedyś przypadkiem zajrzał to serdeczne pozdrowienia :)

Pałac Kawalera


Od czasu do czasu lubię spróbować odlotowej perspektywy obiektywów „rybie oko”,
w zasadzie jest to niezłe ćwiczenie dla oka.
Pamiętam jak kilkanaście lat temu kupiłem rosyjski obiektyw
MC Zenitar 16mm/2.8 do mojego Pentaxa ME-Super.
Kupiłem go tuż przed urlopem i…
… przywiozłem niestety 90% zdjęć z tego obiektywu.
Fascynacja była pełna, wydawało mi się że,
wszystko jest ciekawe gdy patrzę przez taki obiektyw.
Tak naprawdę może z 10 zdjęć było fajnych, reszta do kitu.
Tak się zaczęła i skończyła moja fascynacja takimi obiektywami.

Od czasu do czasu zabawa z obiektywem „fish eye” jest fajna,
szczególnie gdy za cel weźmiemy architekturę.
Na poniższych zdjęciach uroczy obiekt w Świerklańcu o interesującej nazwie Pałac Kawalera.
Zdjęcia zrobiłem Sony A900 z firmową szesnastką.