Byłem ostatnio w kinie,
i to nie na jakimś nowym czarno-białym filmie islandzko estońskim
tylko po prostu na ostatnim Harrym Potterze.
Naprawdę ostatnim.
Lubię tę historię, czytałem kilka książek z tej serii,
słuchałem audiobooków. Oglądałem wszystkie poprzednie filmy.
Tak, tak, to nie był jednorazowy wyskok :)
Gdy na sali po filmie zapaliły się światła pomyślałem,
że między innymi po to wymyślono kino by mamić, tumanić i przenosić w inne światy.
Przez poprzednie dwie godziny wcale nie byłem w Poznaniu,
byłem w Hogwarcie i paru innych miejscach.
Chciałem powiedzieć że podróżowałem przy pomocy Świstokliku,
ale nie wszyscy wiedzą o co chodzi :)
Ok, to nie ma nic wspólnego z fotografią. No prawie nie ma nic wspólnego.
Lubię tę historię bo pozwala dorosłym patrzeć na świat inaczej.
Być może ten kot, na którego patrzę, nie jest zwykłym dachowcem a po prostu czarodziejem,
a za tym starym murem jest coś jakby ulica Pokątna?
Krótko mówiąc otwierajcie szerzej oczy bo może świat nie jest wcale taki jakim go widzimy.
Na KKMie była niedawno ciekawa dyskusja o „czytaniu” fotografii.
Rozwinęłą się w ogólną rozmowę o możliwościa percepcji fotografii i w ogóle sztuki
Zasadniczo wykrystalizowały się dwie opcje, ogólnie rzecz ujmując:
- ważne jest serce, emocje, empatia, to wystarczy by podziwiać sztukę,
wiedza jest mniej ważna.
- warto uczyć się „czytania” fotografii bo taka wiedza umożliwia
lepsze zrozumienie fotografii i intencji autora.
Przypadkiem zostało zderzone „szkiełko i oko” z sercem i uczuciem.
Wydaje mi sie ze jest to podział sztuczny, jedno przecież nie przeszkadza drugiemu.
Znając „tło” powstania zdjęcia, wiedząc więcej o autorze
możemy lepiej odebrać i zrozumieć jego prace.
Jak wiadomo nie wszystko jest takie jakim się wydaje być.
Tak czy inaczej dyskusja była ciekawa.
Zacząłem od Harrego, a skończę na innym filmie o ukrytych znaczeniach.
Poniższe zdjęcia zrobiłem pięć lat temu, w ciągu dnia byłem zajęty służbowo,
nocą oddawałem się wędrówkom po tym niezwykłym mieście.
To takie małe nawiązanie do Kodu Leonarda i nie chodzi Tu o Leonarda Karpiłowskiego :)
ps.
Leonardzie K, gdybyś tu kiedyś przypadkiem zajrzał to serdeczne pozdrowienia :)